Przejdź do treści
Redakcja i warsztat

Redakcja i warsztat

Tytuł: jak nazwać scenariusz

2 min czytania · Redakcja 1draft.pl

Francisco Goya, Sen rozumu rodzi potwory 1799, rycina z cyklu Los Caprichos — mężczyzna śpi z głową opartą na biurku, a nad nim kłębią się w mroku sowy i nietoperze; na froncie biurka wyryty jest hiszpański tytuł El sueño de la razón produce monstruos, który czyni z obrazu manifest o rozumie i wyobraźni
Francisco Goya, Sen rozumu rodzi potwory (1799), z cyklu Los Caprichos. Tytuł wyryty wprost na biurku zmienia niepokojący sen w manifest, a hiszpańskie „sueño” (sen albo marzenie) dodaje celowej dwuznaczności. Dowód, że tytuł współtworzy dzieło. Źródło: Wikimedia Commons · Public Domain (PD-Art)

Tytuł to najmniejsza i najczęściej czytana część twojego scenariusza — jedyne słowa, które zobaczy każdy, zanim zdecyduje, czy czytać dalej. Robi naraz cztery rzeczy: obiecuje ton i gatunek, budzi ciekawość, daje się zapamiętać i wymówić oraz streszcza esencję — często przez centralny obraz, ironię albo pytanie. Dobry tytuł jest konkretny i niepodrabialny; zły jest ogólny, mylący co do tonu albo nie do wyszukania. Pułapka to tytuł roboczy, który zostaje na zawsze — albo taki sprytny, że nikt nie wie, o co chodzi ani jak go zapamiętać.

Wizualną intuicję daje Sen rozumu rodzi potwory (Francisco Goya, 1799, z cyklu Los Caprichos). Śpiący przy biurku człowiek osuwa się na blat, a nad nim kłębią się sowy i nietoperze — i właśnie na ściance biurka Goya wyrył tytuł, El sueño de la razón produce monstruos. Bez tych słów to tylko niepokojący sen; z nimi staje się manifestem o tym, co budzi się, gdy rozum zasypia. Tytuł nie opisuje ryciny — współtworzy jej sens, a hiszpańskie „sueño” (sen albo marzenie) zostawia celową dwuznaczność. To jest sedno: tytuł to nie etykieta doklejona po fakcie, lecz część dzieła — pierwsze słowo, które mówi, jak czytać całą resztę.

Kanon. Dobry tytuł obiecuje i zostaje w głowie. Grona gniewu Steinbecka w trzech słowach łączą żniwa, gniew i biblijny ton — wiesz, że to będzie rzecz o krzywdzie i buncie, zanim otworzysz książkę. W kinie Dr Strangelove, czyli jak przestałem się martwić i pokochałem bombę już samym, absurdalnie długim tytułem zapowiada, że zagłada będzie tu satyrą, nie tragedią. Polski kanon: Quo vadis Sienkiewicza to tytuł-pytanie po łacinie — „dokąd zmierzasz?” — krótki, tajemniczy i niezapomniany, a zarazem streszczający duchową oś całej powieści.

Pięć reguł. Pierwsza: tytuł to najmniejszy pitch — pierwsze słowa, jakie ktoś przeczyta, więc mają w kilka sekund złapać i obiecać film (zobacz osobny artykuł o pitchu). Druga: tytuł i logline to dwie najgłębsze kompresje historii — muszą mówić to samo o tym, czym ona jest (zobacz osobny artykuł o logline'ie). Trzecia: to kompresja do granic — każde słowo waży, więc tnij do najmocniejszego rdzenia (zobacz osobny artykuł o cięciu i kompresji). Czwarta: najlepsze tytuły działają na dwóch poziomach — dosłownym i ironiczno-podtekstowym, jak Goyowskie „sueño” (zobacz osobny artykuł o podtekście). Piąta: tytuł obiecuje ton i gatunek, może cicho zapowiadać — ale nie wolno mu zdradzić finału (zobacz osobny artykuł o zapowiedzi).

Pytanie warsztatowe: wypisz dziesięć tytułów swojego scenariusza, a potem przepuść każdy przez trzy pytania Goi: czy obiecuje właściwy ton? czy budzi ciekawość? czy zostaje w głowie po jednym przeczytaniu? Który z nich, jak napis na biurku Goi, zmienia sens całej historii, gdy go przeczytasz? Odrzuć tytuły robocze i czysto opisowe — szukaj tego jednego, który jest częścią filmu, nie naklejką na pudełku.