
Model językowy dobiera słowo, które w danym miejscu jest najbardziej prawdopodobne. Dlatego domyślnie pisze scenę oglądaną już sto razy. To nie jest wada konkretnego programu, tylko opis jego działania. Narzędzie policzyło, co ludzie zwykle piszą po takim otwarciu, i podaje środek tego rozkładu. Środek bywa poprawny, bywa użyteczny i prawie nigdy nie jest tym, po co ktokolwiek siada przed ekranem.
Złudzenie samodzielności jest starsze od komputerów. Automat, który Wolfgang von Kempelen pokazywał od 1770 roku jako maszynę grającą w szachy, obwożono po europejskich dworach przez dziesięciolecia. Rycina Turka szachowego wykonana przez Josepha Racknitza odsłania wnętrze szafy i całą tajemnicę — w środku siedzi schowany żywy szachista. Dzisiejsze narzędzie także stoi na cudzej pracy, tylko ludzi w środku jest kilka milionów i nikt nie zna ich nazwisk.
Uczciwe zastosowania są mało efektowne i naprawdę oszczędzają czas. Narzędzie porządkuje materiał z dokumentacji, streszcza sto stron protokołów, podaje dwadzieścia wariantów jednej kwestii, z których dziewiętnaście idzie do kosza. Nadaje się do roboty, którą i tak trzeba wykonać, a której nikt nie chce robić. Szkodzić zaczyna w chwili, w której zaczyna decydować.
Maszyna nie ma bowiem czego powiedzieć. Scenariusz powstaje stąd, że ktoś ma zdanie o świecie i układa zdarzenia tak, żeby to zdanie było widoczne bez wygłaszania go. Model dostarcza możliwości, a hierarchii ważności nie ustawia, bo nie ma po co. Dlatego tekst wygenerowany w całości bywa gładki i pusty jak wypracowanie kogoś, kto lektury nie przeczytał, ale zna streszczenie.
Największą stratą bywa jednak głos. Rozpoznawalny sposób pisania to zbiór odstępstw od normy, a narzędzie zbudowano po to, żeby do normy wracać. David Mamet w Glengarry Glen Ross pisze kwestie, które łamią połowę reguł poprawnego dialogu, i właśnie dlatego słychać w nich jego. Ta sama kwestia przepuszczona przez model z prośbą o wygładzenie wraca wygładzona i cudza.
Branża zdążyła już to zapisać w umowach. Amerykański strajk scenarzystów w 2023 roku trwał blisko pięć miesięcy i sztuczna inteligencja była jednym z jego głównych tematów. Wywalczone zasady są proste. Materiał wygenerowany przez model nie liczy się jako tekst źródłowy, nie odbiera autorstwa człowiekowi i nie może służyć za pretekst do obniżenia honorarium, a producent ma obowiązek uprzedzić, kiedy podsuwa piszącemu maszynową wersję.
Prawo idzie wolniej, ale w tę samą stronę. W polskim prawie autorskim utworem jest przejaw działalności twórczej człowieka, więc scena wyprodukowana wyłącznie przez model może się okazać niczyja. Dla piszącego to konkretne ryzyko przy umowie, w której zapewnia, że przenosi prawa do całości tekstu. Osobno trzeba pamiętać o poufności, bo wklejenie cudzego scenariusza do publicznej usługi łamie zwykle klauzulę podpisaną tydzień wcześniej.
Rozstrzygnięcie i tak zapada na widowni. Sceny napisane średnio widać niezależnie od tego, kto je napisał, a widz nie ma pojęcia o narzędziach i nie ma obowiązku mieć. Autorstwo jest przy tym przede wszystkim kwestią odpowiedzialności. Podpis pod scenariuszem znaczy, że ktoś odpowiada za każdą decyzję w tym tekście, a maszyna odpowiadać nie umie.