Przejdź do treści

Honoraria i tantiemy: z czego żyje scenarzysta

Czarno-biała fotografia wnętrza salonu kinetoskopowego: wzdłuż ściany biegnie ukośnie długi rząd jednakowych drewnianych szaf z napisem Edison Kinetoscope, każda ma na wieku czarny okular i tabliczkę z tytułem; za rzędem stoi kilku mężczyzn w garniturach, przy dalszym końcu dwie kobiety w ciemnych strojach, u sufitu żyrandol z mlecznymi kloszami, a na ścianie rozpostarty paw i oprawione fotografie
Nieznany fotograf, salon kinetoskopowy w San Francisco (ok. 1894–1895), zbiory Thomas Edison National Historical Park (National Park Service). Szafy stoją w jednym ukośnym rzędzie, każda z własnym okularem na wieku i własną tabliczką z tytułem, a nad nimi żyrandol z mlecznymi kloszami i rozpostarty na ścianie paw. Jedna maszyna brała jednego widza naraz i za każde spojrzenie w okular płaciło się osobno, tak samo jak dziś osobno liczy się każda emisja. Źródło: Wikimedia Commons · Public Domain (PD-old-1923)
Odsłuchaj

Za ten sam scenariusz płaci się dwa razy, z dwóch różnych kieszeni i w odstępie lat. Pierwsza wypłata jest zapłatą za pracę. Druga pojawia się dopiero wtedy, gdy gotowy film ktoś ogląda.

Honorarium to cena za napisanie tekstu, którą ustala umowa z producentem. Zwykle rozbija się je na raty spięte z etapami pracy, od zaliczki przy podpisie po ostatnią przyjętą wersję. Kiedy producent tekst przyjmie, ten strumień się kończy i nie popłynie z niego już ani złotówka. Wysokość zależy od budżetu, od dorobku autora i od tego, jak bardzo projekt komuś się pali. Cennika nie ma — jest negocjacja.

Tantiemy zaczynają się tam, gdzie honorarium się skończyło. Płyną z eksploatacji gotowego utworu, czyli z emisji telewizyjnej, z projekcji kinowej i z zagranicznej eksploatacji filmu. Polskie prawo autorskie przyznaje to wynagrodzenie współtwórcom filmu obok wszystkiego, co strony zapisały w umowie. Obejmuje ono reżysera, scenarzystę, operatora, kompozytora i autorów utworów wykorzystanych w dziele.

Najważniejszy jest sposób wypłaty. Pieniądze idą wyłącznie przez organizację zbiorowego zarządzania, a dlaczego umowa tej drogi nie zamyka, tłumaczy osobne hasło o prawie autorskim scenarzysty. W Polsce zajmują się tym ZAiKS oraz ZAPA przy Stowarzyszeniu Filmowców Polskich. Autor zgłasza tam utwór, dołącza umowę i dane filmu, a dopiero potem wchodzi do repartycji. Wypłaty idą cyklicznie i z opóźnieniem, bo najpierw ktoś zbiera raporty od nadawców, a potem dzieli pulę między współtwórców.

Skalę widać przy tytułach, które nie schodzą z anteny. John Hughes napisał Kevina samego w domu w 1989 roku i film od ponad trzydziestu lat wraca na polskie ekrany w grudniu. Każda emisja jest osobnym tytułem do wynagrodzenia dla współtwórców, niezależnym od tego, ile studio zapłaciło im wtedy za pracę. Działa to również w drugą stronę, bo organizacje z różnych krajów rozliczają się między sobą.

Amerykański model stoi na cechu. Writers Guild of America negocjuje stawki minimalne i tabele residuals, czyli tamtejszego odpowiednika tantiem. Strajk scenarzystów w 2023 roku poszedł w dużej mierze o to, bo platformy streamingowe płacą ryczałt za licencję i nie ujawniają, ile osób obejrzało dany tytuł. W Polsce platformy przez lata w ogóle nie były objęte tantiemami, aż dopisała je nowelizacja wdrażająca unijną dyrektywę cyfrową.

Obok tych dwóch strumieni płyną jeszcze mniejsze. Opcja daje pieniądze za czasową wyłączność, zanim ktokolwiek stanie z kamerą. Płaci się także za treatment, za przepisanie cudzego tekstu i za konsultacje przy projekcie, który utknął w rozwoju. Do tego dochodzą stypendia i granty rozwojowe, dzięki którym da się przeżyć etap bez podpisanej umowy.

Umowa potrafi przy tym zabrać znacznie więcej, niż widać w chwili podpisu. Przeniesienie praw na wszystkich polach eksploatacji obejmuje również sequel, remake, wersję serialową i przekłady, choć żadna z tych rzeczy jeszcze nie istnieje i nikt za nią osobno nie zapłacił. Wyłączenie takich pól albo osobna stawka na wypadek, gdyby ktoś po nie sięgnął, to zwykły punkt negocjacji.

Rytm tych wypłat rozjeżdża się z rytmem życia. Od podpisania umowy do premiery mijają zwykle dwa albo trzy lata, a pierwsze tantiemy z anteny przychodzą jeszcze później. Tantiemy tę nierówność wygładzają, ale wyłącznie autorowi, który jest zapisany tam, gdzie się je zbiera. Organizacja nie szuka twórcy z własnej inicjatywy i nie dzwoni z wiadomością, że coś na niego czeka. Scenarzysta bez zgłoszonego utworu nie jest autorem, któremu nie zapłacono, tylko autorem, którego nie ma na liście.