
W 1985 roku analityk scenariuszowy wytwórni Disneya rozesłał po studiu kilkustronicową notatkę o książce antropologa sprzed czterdziestu lat. Notatka zaczęła krążyć po Hollywood w kserokopiach, a jej autor, Christopher Vogler, rozwinął ją siedem lat później w książkę The Writer's Journey. Od tamtej pory podróż bohatera jest w branży czymś pomiędzy narzędziem a odruchem.
Streszczał wtedy Bohatera o tysiącu twarzy Josepha Campbella, wydanego w 1949 roku. Campbell zestawił mity kultur, które nigdy się ze sobą nie zetknęły, i twierdził, że opowiadają jedną historię w tysiącu wariantów. Nazwał ją monomitem. Zwykły człowiek dostaje wezwanie, przekracza granicę znanego świata, przechodzi próby, zdobywa coś i wraca z tym do swoich. George Lucas przyznawał, że czytał Campbella, pisząc Gwiezdne wojny.
Vogler skondensował monomit do dwunastu stacji ułożonych w trzy ruchy. Odejście obejmuje świat zwykły, wezwanie do przygody, odmowę wezwania, spotkanie z mentorem i przekroczenie pierwszego progu. Inicjacja to próby, sojusznicy i wrogowie, zejście do najgłębszej groty, próba ostateczna oraz nagroda. Powrót zamykają droga powrotna, zmartwychwstanie i przyniesienie eliksiru. Vogler od początku zaznaczał, że kolejność wolno zmieniać, a same stacje łączyć i wyrzucać.
Komplet tych stacji leżał gotowy w Odysei Homera na długo przed jakąkolwiek teorią. Ulisses kazał się przywiązać do masztu, bo z góry wiedział, że za chwilę będzie sam błagał o rozwiązanie lin. W takiej pozie sportretował go John William Waterhouse, z syrenami o ptasich ciałach krążącymi nad pokładem. Bohater szykuje się tam na próbę wytoczoną przeciw sobie samemu. Druga połowa poematu rozgrywa się już po powrocie na Itakę i to ona zajmuje Homera najbardziej.
Ostatnia stacja bywa zaniedbywana najczęściej. Debiutanci lubią kończyć w chwili triumfu, na pokonanym przeciwniku albo na wybuchu, i uznają sprawę za załatwioną. Wyprawa robi się wtedy prywatna, bo bohater udowodnił coś wyłącznie sobie. Eliksir jest z definicji tym, co wraca razem z nim do wspólnoty, i bywa wiedzą, lekarstwem, sprawiedliwością albo opowieścią o tym, co widział.
George Miller pokazał ten ruch w Mad Max: Na drodze gniewu najdosłowniej, jak się dało. Bohaterowie jadą jedną drogą w jedną stronę, potem zawracają i wracają tą samą drogą. Furiosa dociera do Cytadeli z tymi, którym pomogła uciec, a woda wydzielana dotąd tłumowi kroplami zostaje puszczona. Max zostaje na dole i odchodzi, bo eliksir nie należy do tego, kto go przywiózł.
Zarzuty wobec monomitu są poważne i w dużej części słuszne. Campbell budował wzorzec głównie na mitach męskich i indoeuropejskich, więc Maureen Murdock opisała w The Heroine's Journey wariant osnuty wokół pogodzenia się z tym, co bohaterka w sobie zdławiła. Druga część krytyki dotyczy już nie autora, ale jego użytkowników. Kiedy dwanaście stacji trafia do tabelki produkcyjnej, wszystkie filmy zaczynają tracić nadzieję w tej samej minucie.
Najlepiej ta mapa działa przy tekście już napisanym. Widać wtedy, że wezwanie przyszło, ale nikt go nie odrzucił, albo że próg okazał się przejściem bez żadnego oporu. Campbell zresztą niczego nie wymyślił, tylko zauważył. Ten wzór przetrwał dlatego, że przez tysiące lat opowiadano go na głos i za każdym razem odpadało z niego to, czego słuchacze nie zapamiętywali.