Przejdź do treści

Płeć i role społeczne: jak świat dzieli władzę i pracę

Rosa Bonheur, Targ koński 1852-55, Metropolitan Museum w Nowym Jorku - potężne percherony rwą się z rąk i wierzgają w tumanie kurzu na paryskim targu, a przy każdej uździe jest mężczyzna, jedni w niebieskich bluzach i czapkach, inni z gołą głową i w rozpiętych białych koszulach; malarka szkicowała tam w męskim ubraniu, na które potrzebowała urzędowego zezwolenia policji
Rosa Bonheur, Targ koński (1852–55), Metropolitan Museum, Nowy Jork. Percherony rwą się z rąk i wierzgają w kurzu paryskiego targu, a każda dłoń na uździe należy do mężczyzny. W lewym tle majaczy w kurzu wielka kopuła, a pod nią jeździec w słomianym kapeluszu. Źródło: Wikimedia Commons · Public Domain (PD-old, PD-Art)
Odsłuchaj

Zanim w opowieści padnie słowo o ustroju, świat już rozdał role. Widać to po tym, kto wstaje od stołu po wodę i komu przerywa się w pół zdania. Sam podział jest jednak tylko tłem. Dramat mieszka w tym, czego komuś nie wolno, i w cenie, jaką płaci ten, kto to łamie.

Każdy świat sortuje ludzi wzdłuż tej jednej linii i rozstrzyga, kto rządzi, kto walczy, kto dziedziczy i czyj głos się liczy. Wewnątrz świata mało kto się nad tym zastanawia, bo założenia są starsze od pamięci. Autor ma tu wybór, którego jego bohaterowie nie mają, i właśnie dlatego musi wiedzieć, co wybiera.

Nic w tej sprawie nie jest przykute do natury. Świat może być patriarchalny, matriarchalny, mniej więcej równy albo zbudowany wokół czterech płci. Może też nie mieć żadnej. Za każdym z tych układów musi jednak stać powód wynikający z biologii, gospodarki albo historii tego konkretnego miejsca. Bez powodu zostaje kaprys.

Ursula Le Guin w Lewej ręce ciemności wysłała ziemskiego posła na planetę, której mieszkańcy przez większość czasu nie mają płci. Raz w miesiącu wchodzą w fazę, w której mogą stać się kobietą albo mężczyzną, i nikt nie wie z góry którą. Polityka, uprzejmość i podejrzliwość tego świata wynikają z tego jednego faktu, a przybysz jest tam dziwolągiem. Książka wyszła w 1969 roku i wciąż stawia czytelnikowi opór.

Margaret Atwood w Opowieści podręcznej poszła w przeciwną stronę i zacisnęła role do granic. Żony, Marty, Podręczne i Ciotki mają osobne stroje, osobne prawa i osobne kary, a państwo trzyma się dokładnie na tym podziale. Przydziały, ceremonie i kolory sukien wyglądają jak rozporządzenie i tak zostały pomyślane. Groza tej książki jest administracyjna i przez to działa mocniej od krzyku.

Jadwigę koronowano w Krakowie w 1384 roku nie na królową, ale na króla Polski. Męski tytuł nadano jej rozmyślnie, żeby rządziła z własnego prawa, na równi z każdym poprzednikiem. Język ustąpił, bo trzeba było załatwić sprawę władzy. Wyjątek zrobiono raz i nie udawano, że powstaje z niego nowa reguła. Takie szczeliny są w opowieści cenniejsze od całych rozdziałów o obyczajach.

Najwięcej wymyślonych światów psuje zwykłe lenistwo. Wlewa się do nich dzisiejsze założenia albo mgliste wyobrażenie o średniowieczu i nie sprawdza żadnego z nich. Odwrócenie na siłę jest tym samym błędem w lustrze, bo matriarchat z zamienionymi etykietami nie mówi o niczym. Zostaje jedno wyjście, czyli porządek na tyle własny, że mieszkańcom świata nie przychodzi do głowy go tłumaczyć.

Bunt nie musi być głośny, żeby zadziałał. Rosa Bonheur chciała malować konie z bliska, więc przez półtora roku chodziła szkicować na paryski targ koński. Żeby móc tam stanąć, musiała wystąpić do prefektury policji o urzędowe zezwolenie na noszenie męskiego ubrania. Powstało z tego płótno szerokie na pięć metrów, dziś jedno z najgłośniejszych w nowojorskim Metropolitan. Obyło się bez jednego hasła.

Buntownik musi czymś ryzykować, inaczej jego opór jest pozą. Kobieta, która chwyta za miecz, powinna coś stracić, choćby dom albo imię. Mężczyzna, któremu wolno płakać, powinien czuć na plecach wzrok sąsiadów. Strata nie musi być krwawa — czasem wystarczy, że matka przestaje się odzywać.