
Rycerz gra ze Śmiercią w szachy na plaży, a widz nie zna ani jednego posunięcia. Ingmar Bergman w Siódmej pieczęci nie objaśnia z tej partii niczego. Wystarczy, że wiadomo, o co toczy się gra i że przerwana partia kończy sprawę.
Rozgrywka jest jedyną sceną, która przychodzi z kompletem dramaturgii w środku. Ma reguły, stawkę, publiczność, zwycięzcę i przegranego, a to wszystko pracuje, zanim padnie pierwsze zdanie dialogu. Wszystko to marnuje objaśnianie punktacji w miejsce sceny, z której widać, co przegrany traci.
To, co świat nagradza w zabawie, jest jego wyznaniem wiary. Jedna kultura stawia pomniki najszybszemu biegaczowi, druga temu, kto najdłużej wytrzymał ból, trzecia temu, kto najsprytniej oszukał przeciwnika i nie dał się na tym złapać. Reguły gry są krótkim streszczeniem tego, jakie cechy opłaca się w danym świecie mieć.
Zabawa dzieli ludzi równie skutecznie jak podatki. Polowanie z sokołem wymaga ziemi, ptaka i czasu, więc uprawiają je ci, którzy mają wszystkie trzy. Kości w karczmie wymagają jednej monety i wolnego wieczoru. Kiedy postać wchodzi do pokoju, w którym gra się w coś jej nieznanego, widz od razu wie, że trafiła nie do swojej warstwy. Wystarczy pokazać, jak trzyma karty.
Sport bywa też miejscem, w którym społeczeństwo spuszcza ciśnienie. Rzymskie igrzyska robiły to bez osłonek, bo o losie pokonanego rozstrzygał ten, kto opłacił widowisko, zwykle idąc za wrzaskiem trybun. Turniej rycerski działał odwrotnie i pozwalał zwaśnionym rodom stłuc się do krwi bez wypowiadania wojny. Rozgrywka potrafi zresztą stwardnieć w prawo, bo średniowieczny sąd boży rozstrzygał spory pojedynkiem, a wynik walki miał moc wyroku.
Iain M. Banks w Graczu zbudował imperium, w którym cała polityka mieści się w jednej grze planszowej. Kto wygrywa turniej, ten rządzi, więc rozgrywka przestaje być rozrywką i staje się ustrojem. Bohater przyjeżdża z zewnątrz, uczy się zasad i odkrywa, że one same w sobie są opisem okrucieństwa tego państwa.
Grę można też wpisać w konstrukcję całej opowieści. Lewis Carroll w Po drugiej stronie lustra rozłożył krainę na szachownicę i poprowadził Alicję przez kolejne pola jak pionka, który na ostatniej linii zostaje królową. Czytelnik nie musi znać szachów, bo ruch naprzód i awans na końcu wystarczają za budowę fabuły.
Rozgrywka bywa wreszcie narzędziem, którym świat okłamuje sam siebie. Janusz Zaorski w Piłkarskim pokerze pokazał ligę, w której wyniki ustala się przed gwizdkiem, a sędzia jest w tym układzie postacią kluczową. Kibic na trybunie ogląda widowisko o uczciwej rywalizacji, którego nikt na boisku nie traktuje poważnie. Ustawiony mecz mówi o państwie sporo, bo psuje rzecz, która miała być niewinna.
Autorzy nagminnie zapominają swoim światom o zabawie, a to słychać natychmiast. Ludzie grają w karty w okopach, zakładają się o pogodę i wymyślają gry z niczego — rozrywka znika z życia jako jedna z ostatnich rzeczy. Kraina, w której nikt nigdy nie rzucił kością ani nie kibicował żadnej stronie, wygląda na wymyśloną przez urzędnika. Dzieci potrafią tymczasem zrobić turniej z rzucania kamieniem do puszki, ustalić zasady i traktować wynik z powagą mistrzostw.