Przejdź do treści

Reguły fantasy: wewnętrzna logika gatunku niemożliwego

Utagawa Kuniyoshi, Czarownica Takiyasha i widmo szkieletu, ok. 1844, British Museum — barwny drzeworyt w trzech arkuszach: po lewej kobieta w białej szacie na czerwonym stroju rozwija zwój przy podartej bambusowej zasłonie, w środku ogromna czaszka z otwartą szczęką pochyla się nad dwoma mężczyznami w zbrojach, z których jeden dobywa miecza, po prawej żebra i kręgosłup szkieletu wypełniają cały arkusz na czarnym tle
Utagawa Kuniyoshi, Czarownica Takiyasha i widmo szkieletu (ok. 1844), British Museum, Londyn. Zjawa nie mieści się w jednym arkuszu drzeworytu: czaszka zajmuje środkowy, żebra i kręgosłup cały prawy, a dwaj wojownicy zostają na dole maleńcy i kolorowi. Rama pęka, umowa z widzem nie. Źródło: Wikimedia Commons · Public domain
Odsłuchaj

Fantasy jest gatunkiem najbardziej nierealnym i najbardziej rygorystycznym naraz. Czytelnik pójdzie za tobą w każdą niemożliwość, dopóki nie złamiesz reguły, którą sam ustanowiłeś.

J.R.R. Tolkien nazwał tę robotę podtwórstwem w eseju O baśniach. Autor buduje Drugorzędny Świat, na tyle spójny, żeby umysł czytelnika mógł mu udzielić wiary na czas lektury. Wiara trzyma się wyłącznie na wierności świata wobec samego siebie. Jedna niekonsekwencja ją zrywa, a druga lektura już jej nie odbuduje.

Bogactwo pomysłów wcale nie kłóci się z żelazną dyscypliną. Utagawa Kuniyoshi wpuścił do Czarownicy Takiyashy szkielet wielkości pałacu, a mimo to nie pozwolił sobie na ani jedną zmyśloną kość, bo czaszkę, kręgi i żebra ułożył ściśle według anatomii. Cały kredyt niemożliwości poszedł u niego na jedną rzecz, na skalę, i właśnie dlatego reszta wytrzymuje. Reguły takiego świata widać najlepiej w tym, czego autor sobie odmówił.

Sama nazwa obejmuje nie jeden gatunek, tylko całą rodzinę kontraktów. Wysokie fantasy obiecuje mapę, wyprawę i stawkę wielkości świata. Miecz i magia obiecuje najemnika, ciasną intrygę i magię rzadką jak złoto. Grimdark obiecuje, że nikt nie wyjdzie z tego czysty, a Feliks W. Kres pisał w Księdze Całości prozę równie bezlitosną moralnie, zanim ktokolwiek ukuł to słowo. Czytelnik zna te obietnice, nawet jeśli nigdy ich nie nazwał, i rozlicza z nich autora od pierwszego rozdziału.

Kontrakt obejmuje też rzeczy, o których nigdzie nie pisze się wprost. Czytelnik przyjmie smoka bez mrugnięcia, a zatrzyma się przy stutysięcznym mieście, które nie ma z czego jeść. Niemożliwość działa wyłącznie na tle rzeczy zwyczajnych, więc im dziwniejszy świat, tym staranniej trzeba policzyć jego codzienność.

Chłopak ze wsi z przepowiednią, mroczny władca i mądry starzec to konwencje, a nie przykazania. Łamać je wolno i najlepsze książki gatunku to robią, zabijając mentora wtedy, gdy czytelnik jest już pewny, że ten przeżyje, albo pokazując wybrańca, który zwyczajnie nie daje rady. Subwersja ma jednak twardy warunek. Działa tylko na kimś, kto rozpoznaje łamaną regułę. Konwencja wywrócona na oczach nieświadomego czytelnika wygląda dla niego na zwykłą pomyłkę.

Kontrakt daje się też przepisać w trakcie. Jarosław Grzędowicz w Panu Lodowego Ogrodu wysyła człowieka z naszą techniką na planetę urządzoną jak świat miecza i magii, więc czytelnik przez całą książkę trzyma w ręku dwie umowy naraz. Andrzej Pilipiuk wyhodował w Kronikach Jakuba Wędrowycza fantasy z bimbru i wiejskich biesów, a to zupełnie inna umowa niż ta podpisywana na pierwszej stronie eposu.

Spójność nie oznacza jednak jawności. Świat nie musi tłumaczyć czytelnikowi, skąd bierze się magia, ale autor musi wiedzieć, czego ta magia nie potrafi, i trzymać się tego również w scenie, w której byłoby wygodnie inaczej. Czytelnik ma prawo nie wiedzieć, skąd to wszystko się bierze. Autor tego prawa nie ma — inaczej tajemnica po cichu zamienia się w bałagan.

Zostaje rzecz, którą przy tej całej skali najłatwiej przegapić. Koniec świata sam z siebie nie porusza nikogo, bo nad abstrakcją nikt nie płacze. Czytelnik przejmuje się upadkiem epoki wyłącznie przez jedną osobę, która niesie ten ciężar pod górę i może go nie donieść. Skala sama w sobie robi wrażenie przez akapit. Stos olśniewających pomysłów bez takiej osoby zostaje bestiariuszem, choćby był najspójniejszy na świecie.