Przejdź do treści

Mapa relacji postaci

Hans Thoma, Korowód dzieci, 1872, olej na płótnie - grupka dzieci ujętych dłoń w dłoń tworzy zamknięty krąg taneczny na trawiastym wzgórzu, na tle rozległego krajobrazu; figury połączone uchwytami rąk w jedną sieć, w której każda postać wiąże się z sąsiadami
Hans Thoma, Korowód dzieci (1872, Kunsthalle Karlsruhe). Zasłoń splecione dłonie, a z obrazu zostanie kilkoro osobnych dzieci na kwitnącej łące. Krąg trzyma się na uchwytach rąk, nie na twarzach, i mapa relacji działa tak samo: cała treść siedzi na liniach. Źródło: Wikimedia Commons · Public Domain (PD-Art)
Odsłuchaj

Mapa relacji to rysunek, na którym postacie są punktami, a więzi między nimi opisanymi liniami. Cała treść tego narzędzia siedzi na liniach, punkty są tylko podpisami. Sam punkt mówi jedynie tyle, że ktoś w tej historii istnieje. Dopiero linia niesie informację, z której da się zbudować scenę: winien pieniądze, kryje przed policją, kochał się w niej dwadzieścia lat temu. Rysunek bez takich podpisów jest rozłożonym na kartce spisem obsady.

Narzędzie bywa mylone z życiorysem postaci, a rozstrzyga zupełnie inną sprawę. Życiorys drąży w głąb jednej osoby i tłumaczy, skąd się wzięła. Mapa zostawia wnętrza w spokoju i pokazuje układ sił między ludźmi. Można mieć dwadzieścia znakomicie napisanych biografii i martwą fabułę, bo nikt nikomu nic nie zawdzięcza ani niczego od nikogo nie wymusza.

Thomas Mann w Buddenbrookach rozpisał cztery pokolenia jednej kupieckiej rodziny i zrobił z więzi całą treść powieści. Małżeństwo jest tam decyzją firmy, posag wpisem do ksiąg, a spadek po ojcu zobowiązaniem wobec zmarłego. Powieść nosi podtytuł o dziejach upadku rodziny, więc mapa tych powiązań jest jednocześnie rysunkiem tego, co się rozpada.

Jeszcze dalej poszedł Honoré de Balzac, który rozciągnął jedną mapę na cały cykl Komedii ludzkiej. Bohater, który w jednej powieści jest młodym prowincjuszem u progu kariery, wraca w innej jako ustawiony człowiek z przeszłością, a wierzyciel z drugiego planu okazuje się gdzie indziej figurą centralną. Utrzymanie tego w ryzach wymagało ewidencji nazwisk i zależności. Czytelnicy dorobili później do cyklu osobne indeksy postaci, bo bez nich sieć przestawała być czytelna.

Czytanie takiej siatki rządzi się własnymi regułami, a wykłada je osobne hasło o tabeli wątków. Na mapie relacji najwięcej pracy wykonują trójkąty. Trzy osoby połączone trzema różnymi więziami, z których każda ciągnie w inną stronę, produkują sceny same z siebie, ponieważ spotkanie dwojga odbywa się zawsze kosztem trzeciego. Dziesięć osobnych par bez takiego zazębienia daje za to dziesięć uprzejmych rozmów i ani jednego konfliktu.

Linie warto podpisywać czasownikiem i zaznaczać ich kierunek, bo więzi rzadko bywają wzajemne. On ją kryje, ona o tym nie wie, i jest to zupełnie inna relacja niż wspólna tajemnica. Na płótnie Hansa Thomy Korowód dzieci figury trzymają się za ręce w zamkniętym kole i żadna z nich nie jest osobno ważniejsza od reszty. Sens siedzi w uchwytach dłoni, a rozluźnienie jednego rozprzęga cały krąg.

Relacje się zmieniają i mapa musi to unieść, inaczej opisuje stan z pierwszego aktu i myli przy trzecim. Wygodnie jest rysować dwa albo trzy stany tego samego układu, osobno na starcie i osobno po przełomie. Przy każdej linii warto dopisać numer sceny, w której ta więź naprawdę pracuje. Linia bez takiego numeru jest deklaracją autora, a nie faktem z tekstu.

Jerzy Janicki i Andrzej Mularczyk prowadzili w Domu mieszkańców jednej warszawskiej kamienicy od pierwszych lat powojennych przez kolejne dekady i kolejne pokolenia lokatorów. Przy takim rozmachu pamięć autora przestaje wystarczać po kilku odcinkach. Bez rysunku, na którym widać, kto komu został winien przysługę dwa sezony wcześniej, kończy się to zawsze tak samo. Dwie postacie spotykają się w scenie i nikt nie pamięta już, dlaczego to spotkanie miało cokolwiek znaczyć.