Przejdź do treści

Dzieciństwo i wychowanie: jak świat kształtuje swoich młodych

Lawrence Alma-Tadema, Wychowanie dzieci Chlodwiga 1861 - w kolumnadowym dziedzińcu jasnowłosy chłopiec w żółtej tunice zamachuje się i rzuca toporem w wielką drewnianą tarczę pokrytą śladami poprzednich rzutów, drugi chłopiec w zielonej tunice czeka z toporem na swoją kolej; z tronu przygląda się im królowa Klotylda w szarym płaszczu i koronie, z najmłodszym dzieckiem przy kolanach, a wokół stoją zbrojni z włóczniami, damy dworu, biskup i mnich; dziecko ćwiczone na oczach całego dworu
Lawrence Alma-Tadema, Wychowanie dzieci Chlodwiga (1861). Chłopiec rzuca toporem w drewnianą tarczę, młodszy brat czeka z toporem w ręce, a królowa Klotylda przygląda się nauce z tronu; za nimi stoi cały dwór ze zbrojnymi, biskupem i mnichem. Wychowanie jest tu programem politycznym ułożonym przez dorosłych na długo przedtem, nim dziecko pojmie, po co ćwiczy. Źródło: Wikimedia Commons · Public Domain (PD-Art)
Odsłuchaj

Przez większość europejskiej historii dzieciństwo nie istniało jako osobna pora życia. Philippe Ariès postawił w Historii dzieciństwa tezę, że dawne społeczeństwa widziały w kilkulatku małego dorosłego, ubieranego jak dorosły i posyłanego do roboty, gdy tylko udźwignął narzędzie. Osobne, chronione dzieciństwo jest wynalazkiem nowszym, niż się wydaje.

Dla budowniczego świata to pierwsza rzecz do rozstrzygnięcia. Od niej zależy, kto pracuje, kto walczy, w jakim wieku się żeni i czy ktokolwiek uważa krzywdę dziecka za cięższą niż krzywdę dorosłego. Zostaje przy tym różnica między dzieckiem traktowanym jak dorosły a dzieckiem napisanym jak dorosły. Pierwsze jest faktem społecznym, drugie wpadką warsztatową, bo pięciolatek z dowcipem trzydziestolatka nie należy do żadnego świata.

Zaraz potem przychodzi sprawa opieki. Rodzice bywają w tej robocie postacią drugoplanową, bo dziecko przejmuje mamka, ród opiekuńczy, klasztor albo państwo. Diego Velázquez w Las Meninas postawił pięcioletnią infantkę w środku sali pełnej dam dworu, karłów i strażników, a jej królewscy rodzice są tylko odbiciem w lustrze na dalekiej ścianie. Wychowaniem zajmuje się cały aparat, matka jest w tle.

Janusz Korczak w Królu Maciusiu Pierwszym posadził dziecko na tronie i potraktował je z powagą zarezerwowaną zwykle dla dorosłych bohaterów. Maciuś rządzi, popełnia błędy i ponosi ich konsekwencje, a autor ani razu nie robi z niego maskotki. Ta sama zasada rządziła jego sierocińcem z samorządem i sądem koleżeńskim, a on sam został przy swoich wychowankach do końca.

Przejście w dorosłość potrzebuje wyraźnego progu: bywa nim wiek, bywa obrzęd, bywa próba, z której albo się wraca, albo nie, bywa pierwsza krew na wojnie lub na polowaniu. Ważne, żeby tę granicę dało się przekroczyć raz i żeby nie prowadziła z powrotem. Świat, w którym dorosłość przychodzi niepostrzeżenie, nie da bohaterowi ani jednej sceny dojrzewania.

Młodzi są w opowieści dwiema rzeczami naraz. Są przyszłością, na którą świat postawił majątek i nazwisko, i są jego najmiększym miejscem. Ten sam chłopiec bywa dziedzicem i zakładnikiem, zależnie od tego, kto akurat trzyma zamek. Wychowanie u obcego rodu, praktykowane w wielu kulturach, jest tą dwuznacznością zamienioną w instytucję.

Orson Scott Card w Grze Endera doprowadził ten pomysł do końca. Państwo zabiera zdolne dzieci, wsadza je do szkoły na orbicie i szkoli przez gry, które udają zabawę, a są treningiem dowódców. Chłopiec nie wie, w którym momencie przestaje ćwiczyć, i właśnie ta nieświadomość jest w książce prawdziwym okrucieństwem.

William Golding w Władcy much odwrócił układ i usunął dorosłych w całości. Grupa chłopców na bezludnej wyspie zaczyna od zebrania i muszli dającej prawo głosu, a kończy na polowaniu na własnego kolegę. Książka rozmontowuje wygodne założenie, że okrucieństwa człowiek uczy się dopiero od starszych.

Dzieci nie czekają zresztą na dorosłych, żeby zbudować sobie państwo. Ferenc Molnár w Chłopcach z Placu Broni dał bandzie chłopców z Budapesztu stopnie wojskowe, regulamin i wojnę o plac, na którym składuje się drewno. Jedyny szeregowiec tej armii płaci za plac życiem, a sprawa jest dla nich śmiertelnie poważna, choć dorosły przechodzień zobaczyłby podwórko. Autor traktuje tę sprawę równie serio jak oni i ani razu nie mruga do dorosłego czytelnika ponad ich głowami.